Rozdział 2

Pionki
zaczynają się poruszać

 

 – Uo cholera – jęknął Heiji, uderzając się w czoło kartką, którą otrzymał od ojca.

To uon.

– Za tydzień Rubin Wschodzącego Słońca zostanie wystawiony w muzeum Osaki*, Heiji – powiedział surowo Heizo Hattori. – Zanim to się stanie, przyjedzie tutaj inspektor Nakamori. Ale musimy rozwikłać tę zagadkę.

– Cóż, to co tero** mogę powiedzieć to to, że Kid skradnie klyjnot przed świtem, zanim wzyjdzie słońce – odpowiedział Heiji, wpatrując się w sufit. – Ale poza tym to kiepsko coś wykombinowoć…

– Może powinieneś skontaktować się z panem Mouri – zasugerował Heizo. – Już kiedyś miał do czynienia z Kidem… Ale na razie idź do szkoły.

– Ja, ja (tak, tak)… – powiedział Heiji.

Zeskoczył z biurka i ruszył na poszukiwanie telefonu.

To nie wujcia trza uo pomoc prosić… – pomyślał.

I właśnie dlatego nie zadzwonił do Agencji Detektywistycznej Mouriego.

Kudo odebrał po kilku sygnałach.

Słucham?

– Serwus! – powiedział Heiji, jednocześnie zakładając buty. – Działo sie u ciebie coś ciekawygo?

Niezbyt. A co u ciebie? Czemu dzwonisz?

– Nasz dobry kolega, który nie potrafi sie ubieroć po ludzku i lota w przestworzach, właśnie przysłał uojcu list – Heiji usłyszał głośny jęk po drugiej stronie telefonu.

Jego cel?

– Rubin Wschodzącego Słońca – założył plecak na ramię i wyszedł z domu. – Zaro ci przeczytom…

Daj mi chwilę. Długopis, długopis, długopis… W porządku. Dyktuj.

Heiji powoli czytał całą wiadomość, by Kudo mógł nadążyć z pisaniem, co jakiś czas wyjaśniając, jakiego użyto znaku albo w którym momencie kończy się wers. Gdy skończył, po drugiej stronie zapadła długa cisza. Heiji uśmiechnął się. Kudo uwielbiał szyfry. I jeśli ktoś na tym świecie miał rozwiązać zagadkę Kida, to z pewnością tą osobą był on.

Ej, Hattori – w końcu odezwał się Kudo. – Kiedy mamy najkrótszy dzień w roku?

– Chodzi ci uo latoś (ten rok)? Wydaje mi sie, że to dwudziesty pierwszy grudnia. Aaa…

Powiedział, że jest „tak szczery jak dzień jest długi” – rozpoczął wyjaśnienia Kudo. – As honest as the day is long. To angielskie powiedzenie, które oznacza bardzo szczerą osobę.

– Niech mie gęś kopnie, jeśli ten drań jest prawdomówny – mruknął Heiji, powoli kierując się do szkoły. Nie spieszyło mu się – zagadka była o wiele ciekawsza od Kazuhy i szkoły.

Masz rację – zgodził się Kudo. – I właśnie dlatego dzień, w którym złodziej mówi prawdę to najkrótszy dzień w roku, nieprawdaż?

– Przed świtem, dwudziestego pierwszego grudnia… – Heiji zamyślił się. Kudo tak łatwo domyślił się daty kradzieży…

– Tak, w dodatku najprawdopodobniej Kid przybędzie po północy. Ale to nadal będzie osiem-dziewięć godzin. Nie wiemy też skąd uderzy…

– Klyjnot będzie wystawiony w muzeum Łosaki. Spotkomy sie dwudziestego, dobra?

– Właściwie to planowałem do ciebie zadzwonić, ponieważ…

Znajdujący się w Tokio Shinichi spojrzał na list, który znalazł wczoraj, po powrocie z karaoke, w skrzynce Mourich. Został nadany przez jego matkę (użyła swojego prawdziwego imienia i nazwiska – Yukiko Kudo), co mocno zaskoczyło Ran.

– Przyjeżdżamy do Osaki osiemnastego – poinformował Hattoriego. – Zostaliśmy zaproszeni na spotkanie autorskie mojego taty.

– Serio? To super! Uosiemnasty… to za tydzień. A więc do zobaczenia! Doj mi znoć, jeśli dowiesz sie czegoś uo Kidzie, dobra?

– Jasne. Cześć!

Shinichi rozłączył się. Spojrzał na przepisaną wiadomość Kida, obracając długopis w palcach.

To znowu on? Cholerny złodziejaszek…

– Conan! Zejdź już na dół! Jeszcze trochę i spóźnisz się do szkoły! – zawołała Ran.

– Już idę! – odkrzyknął.

Schował komórkę i kartkę do kieszeni, po czym zarzucił plecak na ramię i zbiegł na dół.

– Czemu tak długo nie schodziłeś? – zapytała zatroskana. – Nie mogłeś znaleźć szalika?

– Nie, ale już go mam – powiedział Shinichi, przybierając dziecięcy ton głosu. – I dzwonił do mnie braciszek Heiji. Powiedział, że do Osaki również przyjedzie Kid. Ma zamiar ukraść coś dwudziestego pierwszego!

– Poważnie? Co za wyczucie czasu… Właśnie wtedy, gdy będziemy z rodzicami Shinichiego – przyłożyła rękę do czoła. – Choć jeśli by się zastanowić to tata Shinichiego kilka razy próbował złapać Kida… Ciekawe czy zamierza zrobić to jeszcze raz…

To byłoby interesujące – pomyślał Shinichi, lecz się nie odezwał, ponieważ Conan Edogawa nigdy nie spotkał Yuusaku Kudo.

Zaczął zastanawiać się nad końcowym fragmentem wiadomości Kida.

Co, do cholery, mogą oznaczać słowa ,,klejnot naprawdę pasuje królowi”?

***

 

– Osaka, paniczu? – powtórzył zdziwiony Jii. – Co prawda zdaję sobie sprawę, że ten klejnot jest jednym z ważniejszych celi, ale jak zamierzasz usprawiedliwić swoją podróż?

– Już to zrobiłem – odpowiedział Kaito, ostrożnie zapalając palnik Bunsena.

Co prawda chłopak mógł łatwo kupić bomby dymne – Jii znał sporo osób zajmujących się tego typu rzeczami – ale kochał tę niekoniecznie bezpieczną zabawę z chemikaliami, a poza tym w ten sposób mógł wybierać kolor czy nawet dodawać konfetti.

– Inspektor Nakamori poprosił mnie, bym mu doradził parę rzeczy. Uwielbiam jak to robi. Dzięki niemu mogę chodzić gdzie mi się żywnie podoba i bezkarnie bałaganić w rozkazach dla ochrony. Kaito Kid stoi przed nimi, a oni go nie widzą.

Powąchał łyżeczkę prochu, którą wcześniej odmierzył, wzruszył ramionami i wrzucił całość do miseczki.

– Chcesz jechać ze mną?

– Ktoś musi – odparł Jii. – Będę mieć na oku panienkę Aoko i inspektora Nakamori.

– Z nieba mi spadasz – powiedział, ostrożnie wlewając miksturę do małej, metalowej kapsułki. – Klejnot jest ważny, ale jeszcze ważniejszy jest wyjazd z Tokio. Ten przeklęty Hakuba na pewno pojedzie za mną, ale ja będę w Osace, a on jeszcze nie. A przy odrobinie szczęścia on i ten Hattori wejdą sobie nawzajem w drogę i dadzą mi czas na ucieczkę. Tej nocy będzie pełnia, więc raczej nie będę musiał zastanawiać się jak przemycić klejnot do Tokio tuż pod nosem inspektora.

– A co z nimi, paniczu? – zapytał zmartwiony Jii. – Sprawdziłem informacje z ostatnich paru tygodni, które dotyczyły muzeum Osaki. Ktoś włamał się do systemu, ale nie zrobił niczego poza tym. Taka sytuacja powtórzyła się raz jeszcze.

– Wygląda na to, że ktoś zainteresował się naszym celem – stwierdził Kaito ze złośliwym uśmieszkiem. – A to upewnia mnie tylko, że tym razem to może być ona. Po prostu będę musiał być trochę ostrożniejszy niż zwykle.

– Lepiej bądź. Kiedy wyjeżdżasz?

Kaito wrzasnął, ponieważ wrzucił zbyt dużo proszku do zlewki, czym spowodował krotki błysk oraz wybuch pyłu.

– Dziewiętnastego – odpowiedział po chwili. – Niedawno zadzwonił do mnie inspektor Nakamori i powiedział, że chce przyjechać dzień przed wystawieniem klejnotu. To w sumie daje mi dwa dni na przygotowania.

– Masz już plan? – zapytał Jii, wycierając chusteczką twarz Kaita.

– Oczywiście – odpowiedział z uśmiechem, wyciągając pokryty rysunkami plan muzeum. – Chcesz posłuchać?

 

***

 

Zdenerwowana Eri stukała długopisem w kartkę papieru. Nie mogła tego rozgryźć. W oskarżeniu znajdowały się luki, a w przeciwieństwie do motywu – nikt nie miał alibi, tyle że dowód wskazywał tylko i wyłącznie na jej klientkę. Ale mimo tego…

Musi być coś, co pominęłam – pomyślała. Alibi… Cholera…

Przypomniała sobie twarz młodego detektywa, który oskarżył jej klientkę.

Saguru Hakuba… Może i jest dobrym detektywem, ale jest też dumny i arogancki… Ciekawe, co by było, gdyby zmierzył się z nim Shinichim Kudo…

Westchnęła, ale przypomniała sobie pewne słowa: zwalcz ogień ogniem. Jeśli ktoś miałby obalić teorię Saguru, to byłby to inny detektyw. Ale Shinichi zniknął. Pozostał tylko ten jeden…

Nie poproszę go o to – pomyślała. Nie zrobię tego, nie zrobię…

Do drzwi zapukała jej sekretarka.

– Dzwoniła pani Rose – powiedziała. – Mówi, że zaczęli sporządzać kosztorys i próbują wymusić przyznanie się do winy. Chce wiedzieć czy znalazła pani sposób na obronę jej przyjaciółki.

Eri westchnęła.

– Nie – przyznała. – Ale powiedz jej… że przyślę swojego detektywa, który rozwiąże cała tę sprawę.

Dziewczyna wyszczerzyła zęby w uśmiechu.

– Dobrze. Kiedy powinna spodziewać się przyjazdu pana Mouriego?

 

***

 

– Telefon od mamy? – powtórzyła zdziwiona Ran, gdy tylko usłyszała słowa ojca. – Czemu dzwoniła?

– Chce, żebym przyjrzał się pewniej sprawie – mruknął Kogoro. – Twierdzi, że jej klientka jest całkowicie niewinna, ale nie potrafi obalić teorii postawionej przez takiego jednego detektywa. Chce, żebym pojechał aż do Haido…

– Musi być naprawdę zdesperowana, skoro zdecydowała się zadzwonić do wujka – zauważył Conan.

Ran zgodziła się z nim w duchu. To musiała być naprawdę poważna sprawa, która, jak zauważyła dziewczyna, mocno zainteresowała chłopca. I właśnie dlatego nie była zdziwiona, gdy Conan odwrócił się i ruszył za Kogoro.

– Chodźmy Ran! – zawołał. – Chodźmy odwiedzić ciocię!

– Dobrze – zaśmiała się.

Cieszyła się, że jej matka poprosiła ojca o pomoc.

Może wreszcie do siebie powrócą? – pomyślała.

Ku jej radości i udawanego niezadowolenia Kogoro, Eri czekała na nich przy wejściu do małego, trzypiętrowego apartamentowca w mieście Haido.

– Nareszcie – powiedziała, spoglądając z rozdrażnieniem na zegarek. – Skoro za rozwiązywanie spraw zyskujesz bajońskie sumy, to powinieneś być w stanie kupić sobie samochód. A może wszystko tracisz na wyścigach i grze w madżonga?

– Po prostu podaj mi wszystkie szczegóły – warknął Kogoro.

Eri gestem zaprosiła go do środka.

Im oczom ukazały się schody prowadzące na górę oraz sześć drzwi. Eri poprowadziła ich do drugiego z pokojów, który okazał się być brudnym, zagraconym salonem. Łączyła się z nim kuchnia, a zza kolejnych drzwi wyglądała maluteńka sypialnia, przy której salon zdawał się być wzorem czystości. Nie było łazienki – zapewne znajdowała się na korytarzu – za to ostatnie już drzwi prowadziły do kolejnego z pokojów.

– Do kogo należy to mieszkanie? – zapytał Kogoro, po czym usiadł na sofie stojącej przy stole.

Eri zajęła miejsce dokładnie naprzeciwko niego i podniosła ze stołu jeden z segregatorów, który najprawdopodobniej należał do niej.

– Do oskarżonej – odpowiedziała. – Ma na imię Angela, pochodzi ze Szkocji. Przyjechała tutaj na wakacje wraz z siedemnastką przyjaciół. Musieli chyba wygrać na loterii, ale wróćmy do rzeczy. Tylko oni mieszkają w tym budynku.

– Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jest aż osiemnaścioro podejrzanych? – jęknął Kogoro.

– Proszę cię tylko o wybronienia Angeli – sprostowała Eri i wyciągnęła z segregatora zdjęcie. – I sądzę, że możesz wykluczyć Georga, ofiarę. Oto zdjęcie, które zrobili w Kioto.

Ran usiadła obok ojca, a Shinichi wcisnął się pomiędzy nich, by móc zobaczyć fotografię. Pokazywało ono piętnastkę uśmiechniętych osób, z których większość nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia lat.

– Ten po lewej to Georg – Eri wskazała na wysokiego chłopaka o krótkich, czarnych włosach, który robił zdjęcie osobie trzymającej aparat. – Dziennikarz, lat dwadzieścia. Dzisiaj rano znaleziono jego ciało. Był w swoim pokoju, a ten znajduje się dokładnie nad nami. Został znaleziony przez Alana, który zajmował pokój obok niego. Chłopak od razu zadzwonił na policję. W szyi Georga tkwił nóż. To jest Alan, stoi obok kuzyna Angeli, Charlesa. Mają kolejno dwadzieścia jeden i dwadzieścia lat, choć nie wyglądają na tyle… Alan nie zamierza iść na uniwersytet, dopóki nie powróci do Szkocji, ale Charles już ma miejsce w Ameryce – wskazała na jasnoskórego młodzieńca o czarnych włosach, noszącego okulary i mającego charakterystyczne, królicze uszy, który stał obok podobnie umaszczonego mężczyzny z rudymi włosami, mającego dużo piegów – Według policji, przyczyną śmierci Georga był pierwszy cios, który zadano w szyję, jednak nie była to jedyna rana, jaką mu zadano. Mimo że umarł, ciągle uderzano go w szyję, jakby morderca chciał odciąć mu głowę. Czas zgonu określono na czwartą rano.

– Hej, Ran – powiedział nagle Shinichi, wyrywając zdjęcie z rąk Kogoro. – Czy przypadkiem to nie są te same osoby, które widzieliśmy wczoraj w domu karaoke?

– Że co? – Ran przyjrzała się osobą na zdjęciu i wciągnęła gwałtownie powietrze. – Masz rację! To są ci Szkoci ze wczoraj! A ją spotkałam w łazience – wskazała na stojącą pośrodku pierwszego rzędu dziewczynę obwieszoną naszyjnikami. Obok niej była dziewczyna od parasola oraz kobieta z poplątanymi, brązowymi włosami.

– Jesteś pewna? – zapytała Eri. – Jaka ona była?

– Uprzejma i nieśmiała. Ale bardzo miła. A dlaczego pytasz?

– Ponieważ to jest Angela. To właśnie ona została oskarżona o zabójstwo.

Ran otworzyła usta ze zdziwienia.

– Ona?! Przecież nawet gdy ją uderzyła przyjaciółka, nie była na nią wściekła ani nic w tym rodzaju… Mój angielski może i nie jest najlepszy, ale nie wydaje mi się, żeby w jakiś sposób obraziła tamtą…

– Wiem, co ci chodzi po głowie – powiedziała Eri. – Jej przyjaciele wynajęli mnie, bym udowodniła jej niewinność. Po rozmowie z nią jestem pewna, że nie mogła zamordować Georga. Tyle że nie ma alibi.

– Co wtedy robiła? – zapytał Kogoro.

– Tak jak Ran i Conan powiedzieli, zeszłej nocy cała paczka była w domu karaoke. A gdy dom zamknęli, udali się na dyskotekę do Shibuji. Bawili się tam do trzeciej nad ranem, po czym wrócili tutaj i spali, przepraszam za wyrażenie, jak zabici do jedenastej – godziny, o której odkryto ciało.

– Czyli żaden z nich nie ma alibi. Czemu przypisano jej winę?

– Nóż, którego użyto, pochodzi z jej kuchni. A odciski palców należą do niej. Poza tym…

Podeszła do otwartego okna, wychyliła się i wskazała na coś. Kogoro, Ran oraz Conan również wyjrzeli i zobaczyli linę. Jeden z jej końców przywiązany był do okna Angeli, a drugi znikał w pokoju powyżej – tym, który należał do ofiary.

– Czyli morderca mógł uciec tylko i wyłącznie do tego pokoju – zauważył Kogoro.

Eri westchnęła.

– Tak. W dodatku spójrz na rabatkę.

– Żadnych śladów butów. Kwiaty są w idealnym stanie. To oznacza, że morderca musiał zejść do tego pokoju.

– Hej, ciociu – powiedział nagle Shinichi. – A kto jeszcze tutaj mieszka?

– Cóż… – Eri wyciągnęła plan budynku. – Tutaj jest…

 

Układ pokoi:

Prater:

Łazienka – pokój Charlesa
Pokój Angeli – pokój Kirsteen
Pokój Rose – pokój Hannah

Pierwsze piętro:

Łazienka – pokój Roberta
Pokój Georga – pokój Shauna i Jonathana
Pokój Alana – pokój Harrego

Drugie piętro:

Łazienka – pokój Patricka
Pokój Margaret – pokój Sama
Pokój Madeline – pokój Bets

 

—————————————————————————————————-

* Osaka Museum. Nie mam pojęcia jak to lepiej przetłumaczyć. Bo to na pewno nie będzię muzeum w Osace. Szukałam pośród osakowych muzeów takiego, które by się ładnie wpasowało do naszej historii, ale niestety, nie wyszło. Jeśli ktoś ma jakiś pomysł – niech od razu mówi!

** Heiji mówi jak mówi – po swojemu. A może nie tyle po swojemu, ile w swej… gwarze? A może dialekcie? Chyba dialekcie (oj, nie uważało się na polskim, nie uważało), bo to było na większym terenie. Cóż, w każdym razie postanowiłam użyczyć mu swojej pięknej gwary (dobrze, że nie mieszkam w dużym mieście, bo inaczej to bym po heijiemu mówić nie potrafiła : ) ). Jeśli będą się pojawiać jakieś słowa, których być może nie będziecie mogli zrozumieć, w nawiasach wam podam, co mniej więcej znaczą.

I tytuł. Rany, co za problem miałam (czyt. mam) z tym tytułem. Były kawałki układanki, potem pionki wymyśliłam… Pieces Begin To Move – tak brzmi oryginał. Jak ktoś wpadnie na porządniejszą nazwę, niech od razu da mi znać!

I tak, wiem, że notka nie jest najładniejsza, a podpis Kaita jest wręcz okropny, ale całą winę zrzucam na Painta : )