Sprawa truskawkowego ciastka

1.

Siatki pełne zakupów zaszeleściły. Wszystkie cztery znalazły się w końcu na stole. Westchnęłam ciężko i otarłam spocone czoło.

Promienie słońca okalały moją twarz. Było za gorąco! Ledwie początek lipca a wszyscy tokijczycy po prostu rozpływają się na ulicach. Machałam wachlarzykiem, by chociaż trochę się ochłodzić. To nic nie dawało! Powinnam kupić wiatraczek elektryczny – no ale za co? Dopóki tata nie dostanie nowego zlecenia o takich rarytasach nie ma co marzyć.

Wielki Detektyw i jego Mały Pomocnik (jak ostatnimi czasy ich nazywałam) jeszcze głęboko śpią – nawet w kuchni słychać głośne chrapanie taty. Takie niepożądane dźwięki wydaje zawsze, gdy wypije za dużo. I tak było właśnie podczas jego „spotkania po latach”. Już ja go znam! Coś za często natykał się na ulicy na dawno niewidzianych kolegów. Mam tylko nadzieję, że Conan nieświadomie nie przejmie od niego złych nawyków.

Uśmiechnęłam się pod nosem. Teraz rozumiem te wszystkie matki, chroniące swoje pociechy przed nieznanym. Przecież wiem doskonale, że tak się nie stanie. Conan to mądry chłopak.

Naprawdę się topiłam…

Spojrzałam na zegarek. Było przed ósmą, a wszyscy jeszcze spali. Czy tylko ja nie potrafię spać w taki skwar? No cóż. Przynajmniej nie ma pośpiechu co do śniadania.

Umyłam raz dwa świeże truskawki, dopiero co kupione na rynku, i wzięłam większą truskawkę na jeden gryz. Jak ja uwielbiam truskawki! Smak lata! Tak długo ich nie jadłam, sama nie wiem dlaczego – za kwaśne były? Nie, musiał być jakiś sensowny powód, dla którego w ubiegłe wakacje ich nie kupiłam…. No nic, przypomni się samo!

Jakby nie było, w tym roku truskawki były idealne! Brałam kęs za kęsem. W ułamku sekundy zjadłam prawie całą miskę.

Kąciki ust uniosły się do góry.

Kiedy to ja ostatnio miałam taki apetyt na truskawki?

A! Pamiętam! To było dokładnie dwa lata temu…

 

2.

Tokijczycy tłumnie wyjeżdżali z miasta. Wszystkie drogi były zakorkowane, co tylko dolało oliwy do ognia. Rozbrzmiewała opera „klaksońska”.

W samo południe uczniowie wszystkich etapów edukacji ramię w ramię z nauczycielami opuszczali szkolne mury co tchu. Zapowiadały się najbardziej upalne wakacje wszechczasów. A dziś był ich początek.

– Toooooooooooooopięęęęę sięęęęęęę!

– Shinichi, słyszę to już dziś setny raz! Jakby to miało jakoś pomóc, to by już dawno pomogło!

Ran wachlowała się ręką. Było ponad trzydzieści stopni Celsjusza, choć odczuwalne było znacznie więcej. Martwił ją fakt, że nie splotła włosów? Długie i rozpuszczone były dla niej ciężarem w takich chwilach. Mimo to szła równym krokiem przez miasto (w porównaniu do reszty przechodniów). Musiała tylko zajrzeć do jednego sklepu. Odkładała pieniądze od kilku tygodni i w końcu zaoszczędziła tyle, by kupić jeden z droższych, więc i lepszych, wiatraków.

Shinichi natomiast chybił się na prawo i lewo. Nie znosił takiego skwaru. Co i raz mógłby się potknąć o własne nogi, musiał przypominać sobie jak przełykać ślinę, ale najbardziej denerwował go fakt, że podczas upałów nie potrafił logicznie myśleć. Pocieszał się tylko tym, że pewnie przestępcy również mają podobnie.

– „Jak najszybciej do domu” – myślał.

A tu się jeszcze zatrzymują!

– Heeeeej, Raaaaan…. – jęczał, przyglądając się nieobecnym wzrokiem poczynaniom swojej przyjaciółki.

– Poczekaj sekundkę! – odparła oszołamiająco świeżo. – Po ile truskawki? – uśmiechnęła się do grubszej sprzedawczyni. Lecz nie interesowała ją właściwie cena. Zanim jeszcze starsza pani zdążyła odpowiedzieć, ona dodała: – Poproszę dwa kilo.

– Ty to zamierzasz nieść? – Shinichi nie mógł wyjść z podziwu dla twardej (jak ją teraz nazywał ze względu na niepodawanie się Słońcu) Ran. Nie do pomyślenia byłaby dla niego taka opcja. Dodatkowy ciężar spowolnił by go do metra na sekundę. A może należałoby jej pomóc?

– Nie ma problemu. – Ran uśmiechnęła się niewzruszona. W jednej ręce niosła siatkę z zakupionymi owocami, a w drugiej swoją teczkę szkolną. Zaproponowała Shinichiemu, że jemu też może ponieść – nie mogła już patrzeć jak czołga się po ziemi – ale on się uparł. „Żadna dziewczyna nie będzie nosiła chłopakowi torby. Aż tak konający nie jestem”!

Ale był… Japonka nie potrafiła już na to patrzeć. Shinichi oddychał ciężko, zwalniał kroku po czym przyspieszał, byle nie być ciężarem, jak to nazwał. Przecież przed nią nie musiał nikogo grać. Znała go już od dzieciństwa i od tego czasu jego stosunek do upałów zbytnio się nie zmienił – „Dla detektywa nie możność logicznego myślenia jest niczym kara śmierci”. Roześmiała się w duchu. Skąd on bierze takie teksty?

Akurat przechodzili obok kawiarni.

– „Do domu pozostała jeszcze połowa drogi, a tam jest klimatyzacja – pomyślała, widząc szyld przed nimi. – A do tego sprzedają podobno te pyszne truskawkowe ciasta, które zachwalała Sonoko!”

– Wejdźmy! – I nie czekając na reakcję swojego na wpół przytomnego przyjaciela, skierowała się wprost do elektronicznych drzwi.

 

3.

– Tego było mi trzeba!

– Tak jak myślałam!

Klimatyzacja zadziała na ich organizm błyskawicznie.

Shinichi, nie patrząc się na nikogo, usiadł w pierwszy lepszy czerwony narożnik i pomachał uśmiechnięty do ślicznej kelnereczki, która oczywiście odwzajemniła uśmiech.

O dziwo w pomieszczeniu znajdowało się naprawdę mało osób. Jedna kobieta, której ciemne włosy zakryły całą jej twarz, blada, czytała jakąś książkę, napełniając co i raz usta colą; jeden typ Casanovy, który siedział przy barze, oblepiający kelnerkę wzrokiem; a także starszy dziadek, który chyba wstydził się swojej siwizny, gdyż nawet nie zdjął, wyglądającej na grubą, czapki – ten chyba czekał na zamówienie, bowiem nie przestawał przyglądać się drzwiom kuchennym.

Przez ułamek sekundy zobaczyła również około trzydziestoletniego mężczyznę, kucharza.

– Ran! Co ty tam jeszcze robisz? – Shinichi w takich chwilach naprawdę potrafił zachowywać się jak dziecko. Machał do swojej przyjaciółki i nawoływał. Ran nie ukrywała, że była tym faktem pocieszona – kelnerka stojąca obok niego już nie bardzo.

Odłożyła kilogramy truskawek na skóro-podobne siedzenie i od razu rzuciła hasło:

– Ciastko truskawkowe i sok z truskawek!

Shinichi zmrużył oczy.

– Ja naprawdę rozumiem, że to sezon na nie, ale bez przesady… – później skierował wzrok na kelnerkę: – Dla mnie natomiast…

Nie dokończył. Dwójka przyjaciół spojrzała na osłupiałą kelnerkę. Czyżby coś się stało przed kawiarenką? Ran odwróciła się błyskawicznie do okna, ale wszystko było jak w najlepszym porządku.

– Ach, przepraszam… – zarumieniła się, co starała ukryć za rękoma. – Po prostu to ciastko – spojrzała na notesik.

– Co z nim? – Shinichi nagle odzyskał swoją trzeźwość umysłu. Oparł głowę o ramię, wyczekując kolejnych słów kelnerki.

Ta zaśmiała się, zasłaniając podbródek notesem.

– To bardzo śmieszna sytuacja… – tłumaczyła.

Shinichi spojrzał na Ran okazując całą swoją dezaprobatę.

– Przykro mi, Ran, widać to ciastko to jakiś stary przepis… – mówił sarkastycznie, lecz zaraz jego głos został stłumiony przez kelnerkę, która usiadła po chwili na krzesełku obok.  

– To nie tak! To nie tak! – wykrzyczała, po czym się opanowała. Przecież nie byli tutaj sami. Ściszyła głos. – Ciastko truskawkowe jest robione według najnowszego przepisu naszego kucharza, pana Yamochi. I chociaż to wygląda na banalne zajęcie – w sensie zrobienie ciastka z owocem – możecie mi wierzyć na słowo, że wcale takie nie jest.

– Czyli o co chodzi? – spytał się Shinichi. – Ciastko jest zbyt nowoczesne dla podniebienia? – zażartował, lecz kelnerka nie wykorzystała momentu i nie zaśmiała się z jego żartu.

– Wiem, że mogę przesadzać. Pewnie na pewno przesadzam, tyle że… – ściszała głos, aż w końcu umilkła na dobre. Chyba coś naprawdę ją trapiło, lecz nie potrafiła tego jednoznacznie zdefiniować.

Ran uśmiechnęła się na ten widok. Nie była wcale taka zła, na jaką na początku wyglądała. A do tego trzeba pomagać potrzebującym.

– Proszę nam powiedzieć – zachęciła, akcentując każde słowo coraz dosadniej. Wskazała dłonią na swojego przyjaciela, siedzącego obok. – Ten tutaj chłopak, może i na to nie wygląda, ale ma naprawdę ciekawe pomysły. Może pomóc. To taki samozwańczy detektyw.

– Naprawdę? – Na tę wiadomość kelnerka wręcz podskoczyła. Znalazła kolejny powód, dla którego mogła adorować nastolatka.

– Proszę nam powiedzieć – Shinichi położył łokcie na blat, zmniejszając przy tym odległość dzielącą go od nowo poznanej dziewczyny. W jego głosie czuć było nacisk, ale również, co zdziwiło Ran, profesjonalizm.

Kelnerka przytaknęła. Przełknęła ślinę i zaczęła opowiadać, zasłaniając usta po prawej stronie ręką, jakby bała się, że ktoś może podsłuchać tę poufną wiadomość.

– Wszystko zaczęło się już trzy tygodnie temu. Dokładnie o dziesiątej, czyli o godzinie, o której normalnie otwieramy kawiarenkę, przyszedł po raz pierwszy dziwny mężczyzna…

– Co rozumiesz, przez słowo „dziwny”? – przerwał jej Shinichi.

– Chodzi mi zarówno o wygląd i zachowanie. Mimo początku fali gorąca miał na sobie starą marynarkę, długie spodnie, czapkę z daszkiem i okulary, co zupełnie do siebie nie pasowało.

– Wyglądał „typowo” podejrzanie – stwierdził cicho.

– Wytłumaczyłam to sobie, że jest chory na jakąś tam chorobę, i że promienie słoneczne mogą go nawet zabić. Do tego jego dziwny głos?

– Dziwny głos? Czyżby zmieniał głos? – Shinichi ponownie się wtrącił.

– Jestem tego pewna na sto procent! – Pracownica położyła dwa palce do serca. – Aż tak głupia nie jestem, by nie zauważyć, że co przychodził, jego głos za każdym razem trochę się od siebie różnił. Ale dopiero teraz to do mnie dotarło, ponieważ mówił zawsze cicho i szybko.

Zamilkła. Ponownie analizowała fakty związane z tą sprawą. Na jej twarzy malowało się utrapienie – widać ta sprawa już od dłuższego czasu ją zamartwia.

Ran podniosła brwi na widok siedzącego obok niej przyjaciela. Znała go od dziecka, ale nadal nie mogła się przyzwyczaić, że ten tutaj chłopak, z którym się przekomarzała, teraz jest taki poważny.

Nie przeszkadzało jej to, naturalnie. Wręcz przeciwnie – podobało.

– O co pytał? – Shinichi zadawał pytania zdawkowo, które naprawdę ułatwiały tworzenie odpowiedzi. Tak jak policja podczas wywiadów środowiskowych czy choćby detektywi…

Kelnerka powróciła ze swoich kłębków myśli.

– To właśnie było dla mnie najdziwniejsze – rzekła głośniej, ale zaraz ściszyła ton: – Podszedł do mnie, a ja stałam wtedy za barem, i zapytał się tylko:
– Czy jest truskawkowe ciastko?

– Nie ma – odrzekła odruchowo, poprawiając odstającą grzywkę.

– Dlaczego? – a mówił tak cicho, że jedynie dzięki ruchom warg, dziewczyna zrozumiała jego pytanie.

– Jeszcze nie ta pora. Za tydzień rozpocznie się na dobre sezon, więc i truskawki będą w normalnej cenie, a nie ta teraz drożyzna – tłumaczyła głośno i wyraźnie.  

– Dlaczego? – ponowił pytanie.

„Kolejny wariat… Czy ja naprawdę nie mogę znaleźć sobie normalnej pracy…?” – pomyślała.

Kelnerka chciała już warknąć. Powstrzymała swój nerwowy charakterek i z nieszczerym uśmiechem wytłumaczyła:

– Ponieważ szef oznajmił, że wymyśla nową recepturę.

Dziwny mężczyzna odwrócił się i odszedł.

Kelnerka fuknęła, lecz nie spodziewała się, że spotka tę postać ponownie i ponownie…
– Przychodził tak codziennie, to znaczy jedynie od poniedziałku do piątku, zaraz po otwarciu. Na całe szczęście dodam, ponieważ w soboty od rana mamy tłumy, więc muszę się uśmiechać – nic nie poradzę, że nienawidziłam jego pytań: „Czy jest…? Dlaczego”? I tak przez dwa tygodnie, uwierzycie. Podchodził, pytał, odchodził. Nigdy nic nie kupował, a nawet się nie rozglądał. I kiedy w końcu szef oznajmił mi uradowany, że zrobił najlepsze możliwe ciastko z truskawkami, aż podskoczyłam z radości. Jeszcze wieczorem tego samego dnia wywiesiłam reklamę przed wejściem. I kiedy już tylko czekałam, aż pojawi się ten dziwny klient, by mu wręcz wykrzyczeć: „TAK! JEST!”, on nie przyszedł. I tak jest już od tygodnia.

Ran słuchała z coraz większym zainteresowaniem. Gdy historia dobiegła końca, naraz napłynęło jej przeświadczenie, że cała sytuacja odbywała się tak samo jak w tym sławnym kawale. Chyba o niedźwiedziu i zajączku, który przychodził co chwila pytać się o ciastko marchewkowe, po czym, gdy już było dostępne, poprosił o coś zupełnie innego. Powiedziała swoje myśli na głos. Kelnerka jeszcze przytaknęła, w końcu faktycznie czuła się, jakby ktoś robił z niej żarty, lecz Shinichi nie był przekonany.

– Czy zauważyłaś jakąś zmianę? – zapytał rzeczowo, ignorując tłumaczenia Ran, że jej wytłumaczenie nie jest wcale takie głupie.

– Jaką zmianę? – Oczy kelnerki poszerzyły się natychmiast, a sama była bardzo czujna. Na każde pytanie Shinichiego tak reagowała, jakby bała się, że on też sobie z niej żartuje.

– Jego wyglądu, zachowania, może pytania się zmieniły? Może zauważyłaś coś charakterystycznego?

– Zawsze przychodził tak samo, niezależnie od pogody – za duża marynarka, długie spodnie, czerwona czapka z daszkiem, chyba z jakąś postacią z bajek Disney’a, i okulary przeciwsłoneczne – odpowiedziała błyskawicznie, nieco urażona.

– Zawsze tak przychodził?

–  Tak – przytaknęła, po czym jak aż zasłoniła usta, by nie wydać niepożądanego dźwięku. – Faktycznie! Zawsze wyglądał tak samo! – podskoczyła na krzesełku.

Shinichi przytaknął.

– To dziwniejsza sprawa i za dużo w niej zaangażowania ze strony tego „żartownisia” – oznajmił. – Zresztą nie robiłby sobie żartów z takiego – zastanowił się – czegoś – dokończył. – A co z resztą?

Kelnerka musiała się chwilę opanować. Ran zauważyła, że nawet teraz, kiedy mężczyzna nie przychodził od tygodnia i sprawa wygląda na zamkniętą, jej dłonie się trzęsą, a głos pod koniec każdego zdania się załamuje.

– Jak już wspomniałam, pytał się szybko i cicho. Po drugim dniu nawet nie zwracałam zbytnio uwagi na jego pytania, odpowiadałam mechanicznie. „Czy jest ciastko truskawkowe? Dlaczego”? To wszystko.

Shinichi uśmiechnął się. Ran poznawała ten typ uśmiechu – wyglądał na zwycięzcę. Ale zwycięzcę czego? Nie zdążył powiedzieć, gdyż podeszła do nich druga kelnerka w białym fartuszku zaplecionym na biodrach.

– Widzę, że się zagadałaś z klientami, ale proszę, nie zapomnij też o pozostałych – zażartowała, wcale nie miała zamiaru robić wyrzutów swojej młodszego koleżance w pracy. Dopiero teraz odwrócili się do wszystkich – siedzieli, tak jak siedzieli, nadal tylko trójka klientów. – Sama ich obsłużę. Spytałam się raz jeszcze o zamówienia, widać trzeba trochę przyspieszyć naszego szefa, bo już długo czekają. – Puściła oczko w ich stronę i skierowała się wolnym krokiem w stronę kuchni.

Tak właściwie od dłuższego czasu było w niej strasznie cicho. Wcześniej Shinichi słyszał jakieś pomruki kucharza, uderzenia czegoś o coś, dźwięki przyrządów – miksera zapewne – jak to zwykle w kuchni. A teraz cisza.

Nikt ze stolika 10, tj. ani Ran, ani Shinichi, ani kelnerka, nie odprowadzali jej wzrokiem. Zaraz po jej dwóch krokach przybliżyli się do siebie.

– Co odkryłeś? – obie zapytały w tym samym momencie. Shinichi tylko się zaśmiał. Lubił, kiedy wiedział więcej niż inni.

– Zanim jednak, proszę powiedz mi, czy to kobieta czy mężczyzna. Musimy wiedzieć, na jaką płeć zwracać szczególną uwagę.  

Kelnerka wyszczerzyła oczy najbardziej jak potrafiła.

– Ojejku! – wymsknęło jej się. – Naprawdę nie wiem. Nie potrafię powiedzieć. Ten klient ubierał się zawsze jak mężczyzna, ten garnitur i te sprawy, ale równie dobrze mogła to być kobieta. O! – podniosła palec wskazujący. – Jest coś! Przy którymś tam spotkaniu… Niestety ich nie liczyłam – dodała z uśmiechem zaraz, jak tylko spostrzegła, że Shinichi otwiera usta. – Wtedy poczułam taki dziwny zapach. Jestem święcie przekonana, że już wcześniej gdzieś go czułam… – zastanowiła się.

– Gdzie?! – Shinichi i Ran aż uderzyli pięściami w stół i powstali, zwracając przy tym uwagę wszystkich w sali.

Kelnerka przestraszyła się nie na żarty.

– Nie mam pojęcia – plątał jej się język ze strachu. Obydwoje wyglądali groźnie. – Nie zastanawiałam się nad tym. Teraz nawet nie mogłabym stwierdzić jaki był to zapach. Wiem tylko, że gdzieś wcześniej go poczułam, ale zrozumcie – przed moim nosem szybuje setki woni, nie sposób zapamiętać… Mieszają mi się…!

– Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!

Spokój i cisze przerwał nieoczekiwanie przerażający krzyk. Dobiegał z kuchni.

4.

Było już późne popołudnie i słońce chyliło się już ku dole, podczas gdy pierwsze oględziny ciała właśnie się zakończył. Gruby, barczysty inspektor policji, Megure, opierał się o blat szafki. Rozejrzał się raz jeszcze po całym pomieszczeniu w poszukiwaniu jakiejś dodatkowej wskazówki. Nic. Wszystkiego meble stały na swoim miejscu. Przestronna kuchnia wręcz lśniła czystością, nie licząc jedynie okruszków ciastka na blacie i stole. Nadgryzione ciastko truskawkowe nadal wyglądało apetycznie. Jednak nikt nie śmiał się nim poczęstować.

Jeden z jego najlepszych ludzi, Takagi, podszedł do niego z czarnym notesem. Nareszcie przyszła odpowiedź z laboratorium.

Takagi odchrząknął i zaczął czytać.

– Wszystko wskazuje na to, że ofiara, Mamoru Yamochi, został otruty. Cyjanek.

Inspektor Megure nabrał powietrza. Tak jak przeczuwał. Zanim zdążył coś powiedzieć, przerwano mu.

– Do tego, inspektorze – Takagi zawahał się – buteleczkę z pozostałościami cyjanku znaleźliśmy w szafce, gdzie stała wraz z innymi przyprawami. Nieoznakowana.

– Co takiego?!

– Istnieje prawdopodobieństwo, iż to była przypadkowa śmierć. Kucharz mógł się pomylić, a według zeznania jego pracowników od ostatnich tygodni był, delikatnie ujmując, nie w sosie.  

– Głupcze! A od kiedy to cyjanek potasu jest łatwo dostępny tak jak przyprawa?! To nie jest rzecz, którą można kupić w sklepie!

Zapanowała cisza. Takiej reakcji się spodziewano po ich szefie. Jednak samobójstwo było prawdopodobne. Kucharz mógł chcieć zrzucić na kogoś winę. Dlaczego? Tonął w długach. Ogromnych długach. Był nieposkromionym hazardzistą, którym musiał się stać, by jakoś postawić się na nogach po wzięciu kredytu. Przecież ludzie w takich chwilach nie działają racjonalnie. Ale czy człowiek chciałby umrzeć po zabójczym kęsie swojego ulubionego ciastka truskawkowego?

Megure zdążył już przejrzeć taśmę z kamery bezpieczeństwa. Tylko siedem osób w ciągu całego dnia odwiedziło kawiarnię. Pierwszy był, tak jak zawsze, kucharz-ofiara, która otworzyła dziesięć minut przed czasem. Niedługo po nim weszła przez drzwi frontowe (nie było wejścia osobnego dla personelu) kelnerka, Michi. Pierwsi goście pojawili się półtorej godziny przed morderstwem. Wchodzili praktycznie chwilę po sobie: najpierw gostek o wyglądzie Casanovy, później cicha dziewczyna, a ostatni wszedł starszy pan. Czterdzieści pięć minut przed zdarzeniem pojawiła się dwójka licealistów, a dwadzieścia minut przed pojawiła się druga kelnerka.

Niestety to była jedyna kamera bezpieczeństwa.

– Zaraz, zaraz! – Coś tknęło inspektora podczas przesuwania taśmy. – Ja tę dwójkę skądś kojarzę! – pokazał palcem na dziewczynę i chłopaka.

– To Ran Mori i Shinichi Kudo – wytłumaczył Takagi, po przybliżeniu nosa do ekranu. – Siedzą obecnie w kawiarence, czekając na nasze dalsze polecenia.  

Policjant popędził tam co sił w nogach. Przecież mogli mieć ogromne znaczenie dla sprawy! Przecież tam byli, a jako osoby zaufane nie będą kłamały. Wyjaśnienie zagadki mogło wypłynąć właśnie z ich ust!

– Przykro mi, ale nie wiemy, kto to zrobił.

Megure załamał się. Zrobił garba, by nie patrzeć w ich oczy. Co się teraz dzieje z tą młodzieżą?! Zupełnie nie zwraca na nic uwagę! Trup mógłby leżeć pod ich nogami, a i tak dalej namiętnie by rozmawiali o butach i torebkach. Nie no – teraz to przesadza i doskonale o tym wiedział. Zresztą w tym przypadku i dorośli niczego nie zauważyli…

W takim razie trzeba było przesłuchać kolejno świadków. Może znajdą tam jakieś ślady cyjanku? Może czegoś się dowiedzą – do cholery! – przecież ktoś musiał widzieć, jak sprawca skrada się do kuchni! Nie ma innej drogi!

Inspektor ledwo co ogłosił chęć przesłuchania zgromadzonych i zanim zdążył zadać pytanie o to, czy ktoś nie widział jak zabójca idzie do ofiary, pewien znajomy głos mu przerwał. A mówił z tym samym tonem i pewnością jak mężczyzna, którego bardzo dobrze pamiętał w związku z „tą” pamiętną sprawą.

– Ja wiem, kto szedł do kuchni.

Ran spojrzała zdziwiona na Shinichiego, który jak gdyby nigdy nic podnosi rękę. Zachowywał się tak, jakby nadal byli w szkole, a nauczycielka zadawała pytanie klasie.

– Kucharza widzieliśmy ostatni raz, kiedy wchodziliśmy akurat do kawiarni razem z Ran. Kelnerka Michi od razu do nas doszła i nie opuszczała aż do chwili zdarzenia. Tak więc na pewno nie jest sprawczynią.

– Skąd ty…? – Inspektor nie udawał zaskoczenia.

– Ja i Ran nie wstawaliśmy ze swojego miejsca ani razu, tak więc i nas można skreślić z listy podejrzanych. – Shinichi mówił nadal tym samym trochę obojętnym tonem. Uśmiechnął się jedynie do Ran, prawdopodobnie by dodać jej otuchy, i dalej kontynuował. – Nie pamiętam dokładnie godziny, lecz pamiętam kolejność podchodzenia klientów kawiarni do drzwi kuchni. – Podtrzymał zgromadzonych przed dalszym ciągiem, aby podsycić ich ciekawość. Tak, tyle wystarczy… Podniósł ramię i wskazywał kolejno na postacie: – Najpierw ten mężczyzna o wyglądzie Casanovy, następnie ta pani tutaj, niedługo po niej ten staruszek, a później znowu ta pani wstawała z miejsca! Uważam, że drugą kelnerkę można również wykreślić z kręgu podejrzanych, ponieważ przyszła chwilę przed zdarzeniem, a w dodatku nie zdążyła nawet podejść do kuchni.

– Kudo, skąd ty…? – Megure złapał go za barki. Chyba chciał go podnieść do góry i zakręcić. Taki cenny świadek! Może i dzieciak, ale nadal dobry świadek! To na pewno nie było samobójstwo! Morderstwo z zimną krwią! – Dobrze zatem! – wykrzyknął do swojej załogi. – Proszę zaprowadzić tę trójkę do jakiegoś pomieszczenia, które posłuży nam za miejsce przesłuchiwania. Trzeba również zebrać odciski palców, a także zbadać ubrania i…

Shinichi uśmiechnął się. Schował rękę do kieszeni i wyprostował.

– Jest pytanie, które musi pan na pewno zadać – rzekł, patrząc prosto w oczy możliwemu mordercy. – Dlaczego Państwo, czekający tyle czasu na zamówiony posiłek, nie skarżyliście się ani nie pospieszaliście kelnerki? Każdy zdenerwowałby się na waszym miejscu.

Mężczyzna o wyglądzie Casanovy wyglądał, jakby zaraz chciał zacząć się bić. Podszedł do Shinichiego z myślą popchnięcia go. Powstrzymał się jednak do puknięcia palcem w klatkę piersiową.

– A myślisz, że dlaczego poszedłem do tego starego pryka?! – wykrzyknął wzburzony. – Żeby się w końcu bujnął i przygotował mi te żarcie!

– Ja tak samo…

– Ja również!

I tak oto pojawiły się wątpliwości co do tożsamości mordercy i zagadka do rozwiązania. Shinichi jednak wiedział, że nieważne jak głęboko jest ukryta prawda, on i tak ją wydobędzie. Na pewno! Ponieważ prawda jest zawsze tylko jedna!

5.

– Proszę się przedstawić, podać cel swojej wizyty, co zamówiliście, miejsce siedzenia, a także powód pójścia do kuchni. – Inspektor Megure usiadł naprzeciwko swoich podejrzanych. Siedzieli blisko miejsca, które wcześniej zajęli Ran z Shinichim.

– Nazywam się Katsuku Takashi, 29 lat – pierwszy odezwał się mężczyzna o wyglądzie Casanovy. – Ostatnimi czasy często tu przychodzę a to wszystko dzięki wspaniałej obsłudze! – posłał oczko w stronę kelnerek. – Dziś zamówiłem naleśniki na słodko i szklankę mleka, tylko tutaj mogłem dostawać takie pyszności. No i oczywiście specjał lokalu  – ciastko truskawkowe. Siedziałem przy barze i opuściłem to miejsce tylko raz, by przyspieszyć trochę kucharza. Nie chciałem przeszkadzać w rozmowie kochanej Michi. Kucharz był nieuprzejmy, zresztą jak zawsze, w końcu ludzie się nie zmieniają. Zatem tylko go pospieszyłem, a później poszedłem do łazienki, która jest zaraz obok drzwi do kuchni.

– Jestem Hitokama Mimi, 27 lat – tym razem mówiła blada dziewczyna. – Dla mnie był to dopiero pierwszy raz tutaj. Na dworze było gorąco, a akurat przechodziłam obok. Zamówiłam typowy obiad japoński – zupę miso a na deser ciastko. Nie podałam jakie. Poprosiłam o najlepsze. Można to oczywiście sprawdzić, gdyż ta pani tutaj ma zapisane nasze zamówienia. Siedziałam niedaleko drzwi wejściowych. Czekając na obiad czytałam książkę. Jednak kucharzowi strasznie się dłużyło… Poszłam zatem do kuchni, by się zapytać, ile jeszcze trzeba czekać. Nie podeszłam do kelnerki, gdyż nie lubię tłumu – zawstydziła się. – Szef lokalu jest naprawdę nieprzyjemną osobą. Odburknął do mnie od niechcenia „Spieszy ci się gdzieś?!”. Z szoku wróciłam na miejsce. Jednak klimatyzacja robiła swoje, więc po chwili wstałam znowu i skierowałam się do łazienki. Nie ma oddzielnych, więc skorzystałam z tej samej co pan tutaj – wskazała na Katsuku Takashiego.

– Gataha Omi, 60 lat. Ja wstałem od stołu ostatni, gdyż jestem o wiele bardziej cierpliwy niż ta dwójka młodzieniaszków. Do tego lokalu mam ogromny sentyment, ponieważ niegdyś należał do mnie i mojej rodziny. Dlatego chętnie tutaj przychodzę. Zamówiłem spaghetti, zimną herbatę, a także coś słodkiego na poprawę humoru. Siedziałem najbliżej kuchni, lecz wpatrzony na obraz za oknem. Lecz w końcu i ja nie mogłem już wytrzymać. Muszę jeść zgodnie z rozkładem dnia, rozumie pan, zdrowie. Poszedłem do kuchni zapytać się, jak długo jeszcze mam czekać, ale nikogo nie zauważyłem, a nie byłem aż bezczelny, by wejść wewnątrz. Później skierowałem się do łazienki.

Policjanci pokiwali głowami. Tak… tak mogło być. I jak tu teraz sprawdzić, który z nich mówił prawdę? Można wykluczyć tego Katsuku Takashiego, jako że był pierwszy a zaraz po nim ofiarę widziała pani Hitokama. Czyli że to ona go zabiła? Ale jest też możliwość, że ten staruszek ich okłamuje – mógł widzieć kucharza i go zabić, a teraz po prostu udaje, że nawet go nie spotkał. Dodatkowo każdy z nich był w łazience. Rewizja na nic się zda – morderca mógł pozbyć się niezauważalnie ostatnich śladów.

 

6.

Michi powiedziała policji o podejrzanym mężczyźnie. Inspektor był już pewien! Tajemnicza postać jest tą samą, która zamordowała kucharza. Więc to któraś z tych trzech osób. Tak jak przeczuwał.

– Czy znaliście ofiarę?

Spojrzeli na siebie spode łba. Acha! Czyli jednak!

– Proszę zatem powiedzieć, co was łączyło z ofiarą – ponaglił, gdyż nic nie wskazywało na to, by sami pierwsi się odezwali.

– A więc…

– To jest…

Starszy pan odchrząknął.

– Nie ma sensu tego ukrywać – wytłumaczył. – Powinniśmy powiedzieć to już na początku. Panie władzo, prawda jest taka, że kiedyś ten lokal należał do mnie. Może pamięta pan lokal o nazwie „W samo południe”? To nie było jeszcze tak dawno temu – cztery lata temu musiałem sprzedać budynek. Byłem szefem kuchni, a ofiara, to jest Yamochi, był jednym z moich pracowników. Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że to właśnie Yamochi odkupił ode mnie lokal i założył własny.

Mężczyzna o wyglądzie Casanovy cały się trząsł.

– Gdyby nie on…! Gdyby nie on…! – powstrzymywał siłą woli łzy, które napływały mu do oczu. – Gdyby nie ta gadzina „W samo południe” dalej by istniało. Ba! Byłoby najlepszą kawiarnią w mieście! A może później przekształciłaby się w restauracji, bo i o tym marzyliśmy. Przygotowywałem się do tego… od lat, można rzec. Nawet rozmawiałem o tym z Yamochim.

Inspektor uderzył pięścią w stół.

– Spotkał się pan z ofiarą?

– Pfff! Mowa! Ten genialny przepis na ciastko truskawkowe, delikatne a jednocześnie chrupiące, to ja je stworzyłem!

– Co takiego?!

– Dokładnie to co mówię! Nawet nie wyobraża pan sobie, ile nad nim pracowałem! Zależało mi, by była to dobra wróżba na kolejny start naszego lokalu – spojrzał rozczulonym wzorkiem najpierw na swojego byłego szefa, później na młodą kobietę. – On się ucieszył! Powiedział, że też o tym myślał. Że myślał, by na nowo otworzyć „W samo południe”. Bo nie wiem, czy ktokolwiek zauważył, ale on jest tutaj jedynym kucharzem. Głupi uwierzyłem. I dałem mu swój przepis… – młoda kobieta, pani Mimi, wstrzymała oddech. Była bliska łez. Wyglądała na najbardziej zmartwioną całą sprawą. – Od tego czasu przychodziłem tutaj codziennie, by dopilnować jego umowy. Ale jemu nie było spieszno. Powiedział, że najpierw musi opanować przepis. Miał nas zatrudnić zaraz po tym, jak…

Rozległ się huk. Z ogromną siłą, jakiej nikt by się nie spodziewał po małej rączce, pięść pani Mimi zaatakowała blat stołu.

– Czemu mu zaufałeś?! – wykrzyknęłam zdenerwowana. – Jakbyś go nie znał! Mamoru nigdy nie dotrzymuje słowa! Przecież wiesz… – usiadła roztrzęsiona, a jej małe, kruche ciałko objął pan Katsuku. Zasłaniała twarz rękoma. Płakała.

– Proszę jej wybaczyć… – Katsuku mówił cichutku. Zasłaniał jej uszy. – Ona najlepiej wie, że Yamochiemu Mamoru nie należy ufać.

– Coś się stało pomiędzy nimi? – odważył się zapytać inspektor.

Przytaknął lekko.

– Byli parą. Pomimo znaczącej różnicy wieku. Mimi była w naszej kawiarence kelnerką. Yamochi oczarował ją. Mówiona też o ślubie, lecz kiedy ona spodziewała się pierścionka, on wręczył jej wymówienie.

7.

Kto jest winny?

Przeanalizujmy prawdopodobne motywy:

Katsuku Takashi – mężczyzna o wyglądzie Casanovy – obarczał winą ofiarę za splajtowanie lokalu, w którym wspólnie pracowali. Do tego wszystkiego dochodzi ten podejrzany mężczyzna, który przychodził tu zaraz po otwarciu, pytając się o ciastko truskawkowe. Raczej tylko on jeden wiedział o przepisie, zatem tylko on mógł zadawać te pytania.

Hitokama Mimi – blada kobieta – jeden z najstarszych motywów – miłość. Po jej zachowaniu można się spodziewać, że nadal coś czuła do ofiary. Czyżby chciała się w końcu zemścić?

Gataha Omi – starszy pan – jako były szef kuchni i właściciel lokalu mógł mieć za złe swemu byłemu pracownikowi. Ale czy przebierałby się za podejrzanego mężczyznę? Czy zabiłby po czterech latach?
Kto jest winny?

Takagi również ciężko główkował nad zbrodnią. Najbardziej trapił go fakt, iż przeczuwał, że wszystko mają jak na tacy. Wystarczy tylko odrzucić niemożliwe, a to co możliwe, choć mało prawdopodobne, jest prawdziwe. Ale jak to zwykle bywa, to właśnie te najprostsze i z pozoru najłatwiejsze zagadki są najtrudniejsze do rozwiązania.
Kto jest winny?

To samo pytanie zadawał sobie Shinichi Kudo, przyszły wielki detektyw, idąc jeszcze raz na miejsce przestępstwa. To wszystko było podejrzane. Bardzo podejrzane. Każdy z podejrzanych odwiedził kuchnię i łazienkę. Pewne jest, że gdyby miał na ciele lub ubraniach jakiś obciążający ślady, w małym pokoiku obłożonym płytkami się tego pozbył.

Jednak… No właśnie… Coś tu się nie zgadza.

Shinichi przykucnął, by raz jeszcze przyjrzeć się obrysowanym konturom ciała. Przed przesłuchaniem wywieziono martwego do laboratorium. No trudno. Musiało mu to wystarczyć.

Kontury pokazywały człowieka, który ostatkiem sił starał się złapać szyi. Żadnych podejrzanych ruchów ciała. Nikt go w ten sposób nie ustawił, to pewne. Umierał tutaj. A tuż obok konturów były małe kropelki ślina i krwi.

Wstał z klęczek. Tutaj już niczego nie znajdzie. O! Szczęście! Na blacie ekipa zostawiła wywołane zdjęcia. A więc tak… Wygląda na to, że ofiara zraniła się nożem w palec. Dość głęboka. Zatem to z niej musiał polecieć strumień krwi, którą następnie starał się zahamować ustami.

Shinichi już chciał przejść dalej myślami, kiedy coś go zdziwiło. Ta rana jest jakaś dziwna… Raczej nie od noża. Lewa ręka, palec wskazujący. I to nie przy opuszkach, ale trochę dalej. Jak on mógł zrobić sobie taką ranę? Czym? A może to nie on, lecz jego morderca?!

Jest coś jeszcze… Coś bardzo dziwnego, co już go od samego początku tknęło. Co to takiego?

Rozejrzał się po blacie. Hmm… Nie zauważa nic dziwnego. Nadgryzione ciastko truskawkowe, które zostało wcześniej napełnione cyjankiem, a także okruszki, które opadały na skrawek blatu i podłogę. Oprócz tego niedaleko stał komplet noży, robot kuchenny, blender, miska… Przyrządy kuchenne jednym słowem. Przejechał palcem w rękawiczce. Czysto.

Ach! To to go tak zdziwiło! Dlaczego nie ma tutaj…?

8.

Technicy już dawno opuścili kawiarenkę. Tę biedną kawiarenkę, która pewnie na dłuższy czas zostanie zamknięta. Ran rozczuliła się nad tym. Lubiła to miejsce. Od dziecka właściwie. Shinichi pewnie tego nie pamięta, ale gdy byli mali, często przychodzili tutaj na rurkę z kremem – bo była najtańsza i ich zdaniem najsmaczniejsza.

Inspektor Megure nie miał już innej opcji, jak tylko zabrać wszystkich podejrzanych na komisariat w celu ponownego przesłuchania. Chyba że… Tak, to jest to!

Shinichi właśnie wychodził z kuchni szczęśliwy, że w końcu pojął całość zagadki. Lecz na razie musiał się wstrzymać z odpowiedzeniem wszystkim o swoim rozwiązaniu. Pierwszeństwo przysługuje starszemu.

– To ty! Katsuku Takashi! – Megure zjawił się błyskawicznie przy swoim „podejrzanym”. – Od początku ciebie podejrzewałem! A wszystko zaczęło się dużo wcześniej. Kiedy to dowiedziałeś się o zamierzeniach swojego kolegi, Yamochiego! Cały czas starałeś się wypytywać, Bogu winną, kelnerkę o swój przepis na ciastko truskawkowe. Lecz nawet gdy się ono w końcu pojawiło w menu lokalu twoja przyszła ofiara i tak nie zamierzała ponownie otworzyć „W samo południe”. Postanowiłeś się zemścić. Przychodziłeś tu codziennie, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń i kiedy to długo czekałeś na zamówienie, BAM – wykorzystałeś ten moment. Podczas gdy zagadywałeś kucharza swoimi pytaniami na temat otwarcia nowej kawiarenki, wsypałeś niepostrzeżenie trochę cyjanku na ciastko, które akurat przygotowywał dla klienta. A ty wiedziałeś, że on będzie musiał to zrobić, ponieważ sam je zamówiłeś.

Podejrzany zrobił się cały blady. Nogi mu chybiały, jakby zaraz miał upaść. I prawdopodobnie by upadł z wrażenia, gdyby nie nagłe wyswobodzenie pytaniem Shinichiego.

– Inspektorze, gdyby tak długo siedział w kuchni, ktoś mógłby nabrać podejrzenia.

Teraz to inspektor Megure zbladł.

– Faktycznie…

– Poza tym musiałby mieć naprawdę dużo szczęścia, a wątpię, by kierował się jedynie nim.

– W takim razie to pani, Hitokama Mimi! – Megure podskoczył, wskazując ręką swoją drugą podejrzaną. – Wykorzystała pani podobny zabieg, którym wcześniej oskarżałem pani przyjaciela. Po wykonaniu „zadania” usiadła pani na swoje miejsce jak gdyby nigdy nic. Lecz martwiła się pani, że zostawiła na sobie jakieś ślady swego czynu, więc postanowiła jednak pójść do łazienki… – Megure spojrzał na Shinichiego z prośbą w oczach. Co dalej? Czyżby to ona przebierała się za podejrzanego mężczyznę? Ale jaki w tym sens?

Młody detektyw pokręcił głową.

– Aha! – Tym razem Megure był pewien! Tak, wykluczając dwoje musiał być winny ten trzeci, ten, który wszedł ostatni! – Pewnie dlatego zapytał się pan o danie ostatni, gdyż chciał mieć pan pewność, że… – zamilkł. Kręcąca głowa tego młodego szczurka zrobiła swoje. To też nie on? W takim razie… – Niemożliwe!

– A jednak, inspektorze – Shinichi wkroczył na „swoją scenę”. Jak on lubił to uczucie. Uczucie ekscytacji, że wszyscy teraz będą go słuchali a jednocześnie strachu, że przecież może się pomylić. Mimo to zawsze ryzykował. – Wykluczając to co niemożliwe i pozostawiając to co możliwe, choć mało prawdopodobne, to właśnie jest prawdą. Tak mawiał Arthur Conan Doyle. – Uśmiechnął się.

Ran ścisnęła mocniej pięści. „Dalej, Shinichi, pokaż im” – dopingowała mu cichutko.

– Proszę za mną. – Shinichi poprowadził wszystkich do kuchni, czyli faktycznego miejsca zdarzenia. – Co widzicie?

Inspektor wraz z Takagim, który jako jedyny został wraz z nim, wyszczerzyli swoje wszystkie zmysły i ściągnęli brwi.

– No co – zaczął Megure niepewnie. – Ja tu widzę tylko kawałek nadgryzionego ciastka, mikser, a raczej robot kuchenny, zestaw noży i…

– No właśnie. Nie zauważacie czegoś dziwnego? – Wszyscy spojrzeli na niego jak na obcokrajowca. W takim razie sam im powie. – A gdzie te trzy zamówienia? Gdzie naleśniki na słodko, zupa miso, spaghetti, czy choćby trzy porcje ciastka truskawkowego?

– Sugerujesz, że… – Pani Hitokama przełknęła ślinę. – Samobójstwo? – dokończyła cieniutkim głosem. Pan Katsuku objął ją ramieniem, by nie zemdlała.

– Dokładnie tak! To było samobójstwo zaplanowane od dawna i miało na celu oskarżyć jedną osobę. Pana, panie Katsuku Takashi!

– Niemożliwe…

– A wszystko zaczęło się, kiedy to zawarliście umowę o ciastko truskawkowe. Choć właściwie początek całego problemu miał miejsce dużo, dużo wcześniej. – Spojrzał znacząco na mężczyznę i kobietę stojących przed nimi, którzy nadal stali tuż obok siebie. – Celem pana Yamochi od samego początku było oskarżenie pana. Znał pana i wiedział, że będzie pan przychodził do lokalu, by upewnić się co do swojej umowy. Tak naprawdę ofiara nie potrzebowała aż tak dużo czasu na zapoznanie się z przepisem. W końcu co to za kucharz, który potrzebuje trzech tygodni na zrobienie porządnego ciastka? To już mojej mamie wychodzi za drugim, góra trzecim razem.

Wszyscy zgromadzeni patrzyli na niego, jak na czarodzieja. Tak, on był czarodziejem. Detektywi potrafią czarować. Mając małe kawałki układanki, potrafią przy pomocy magicznej różdżki, jaką jest ich analityczny umysł, poskładać je w całość.

– Przychodził zawsze wcześnie rano, tuż po otwarciu, ponieważ wiedział, że później ktoś może go zauważyć i nabrać podejrzeń. Wystarczyło, by pani to wiedziała, pani Michi. – Uśmiechnął się do niej krótko, nadal mówiąc poważnie. Michi czuła się jak w teatrze. – Raz poczuła pani od niego charakterystyczny zapach zapewne dlatego, że się spieszył. Chyba nie muszę wszystkim tłumaczyć, że przygotowywał się tym wszystkimi cyrkami do dnia, aż przyrządzi ciastko truskawkowe i posypie go cyjankiem. Czy nikogo nie zdziwiło również to, że buteleczka napełniona tym proszkiem stoi sobie spokojnie wśród przypraw? Gdyby to był ktoś z zewnątrz na pewno wziąłby ją ze sobą i wysypał zawartość chociażby do toalety.

– Ale dlaczego? – Pani Mimi nie potrafiła już dłużej się powstrzymywać. Upadła na kolana, łkając co sił. Zaraz obok niej pojawił się pocieszyciel w postaci pana Katsuku. – Powiedz mi, dlaczego?   

Shinichi zasmucił się, co nie uszło uwagi Ran. Ukucnął przy cierpiącej z bólu kobiety i położył rękę na jej ramieniu.

– Ponieważ pan Yamochi panią kochał…

– Ja też go kochałam! – przerwała mu.

– Pani najlepiej wie, pani Hitokama, że to nie do końca tak. I on też to wiedział. Pan Yamochi cierpiał, kiedy widział panią blisko swego kolegi, pana Katsuku. A gdy zobaczył jeszcze, jak wchodzą państwo jedno po drugim do jego kuchni nie wytrzymał. Prawdopodobnie przypuszczał, że są państwo razem zarówno w jego kawiarni, ale także w sensie ogólnym.

– Niemożliwe… Niemożliwe… – Pani Hitokama uśmiechała się blado. – Niemożliweeeeeeeee!!! Nieeeeeeeee!!

Shinichi podniósł zdjęcie z dziwną raną na palcu.

– Proszę na nią spojrzeć. To rana po nożyczkach. Panu Yamochiemu trzęsły się dłonie. Zapytacie się, co chciał w ostatnich chwilach życie zniszczyć? – Otworzył szafkę, w której znajdował się kosz. Wyjął go i wskazał na śmieci. – Jeżeli tylko go przeszukacie, na pewno znajdziecie zdjęcia – zdjęcie pary. Albo pani Hitokama i pana Yamochiego, albo pani Hitokama z panem Katsuku…
– Jesteś niesamowity, Shinichi – mówiła Ran, podczas nocnego spacerku do domu. Nie mogła wyjść z podziwu dla jego inteligencji.

Jej przyjaciel jak gdyby nie usłyszał jej pochwał. Nadal był pogrążony w swych myślach.

– Ran – odezwał się w końcu. – Jak myślisz, dlaczego ona jako jedyna najpierw usiadła, a dopiero później poszła do łazienki?

Ran na początku chciała pokręcić głową. Czym on w ogóle zajmuje myśli? Czy nie jest najważniejsze, że niewinny człowiek został oczyszczony? Bardzo możliwe, że gdyby nie Shinichi pan Katsuku zostałby oskarżony o morderstwo, którego nie popełnił. Jednak tego nie zrobiła. Podniosła wysoko głowę i spojrzała na błyszczące gwiazdy. Tej nocy były ich miliony.

– Kto wie… Kobiety to najbardziej skomplikowane istoty na Ziemi – odpowiedziała z przekąsem. – Ale wiesz, gdybym to była ja, po usłyszeniu nieprzyjemnych słów z ust osoby kochanej, chciałabym zapewne wrócić na swoje miejsce i udawać, że to wcale nie miało miejsca. Choć pewnie i tak by mi się to nie udało i nie powstrzymałabym napływających wciąż i wciąż łez, które przecież chciałabym gdzieś ukryć.

9.

– Siostrzyczko Ran, z czego tak się śmiejesz? – Conan wszedł do kuchni.

Ran pokręciła głową.

– To nic. Po prostu nareszcie mi się przypomniało, dlaczego jeszcze nie kupiłam wiatraka!

08.07.2013
Marta001

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *