Tymczasowy klon Kaitou Kida

~~<Kaito>~~

– Dzisiejszy skok zapowiada się na bardzo łatwy – powiedziałem do siebie, uśmiechając się. Siedziałem właśnie w swojej ławce, przeglądając wiadomości na tablecie. – Ciekawe, co na dzisiaj przygotował dla mnie inspektor Nakamori… – zaśmiałem się. Ktoś mocno klepnął mnie w ramię. – Aaa! – krzyknąłem. Tablet prawie wyleciał mi z rąk. Obejrzałem się za siebie. – A, to tylko ty, Aoko.

– Jak to „tylko ja”? – moja przyjaciółka wyglądała na oburzoną. – Zapomniałeś o naszej obietnicy odnośnie dzisiaj?

– Jakiej obietnicy? – zapytałem, szczerze zdziwiony. Obietnica? Dzisiaj? Przecież na dzisiaj zaplanowałem swój skok. Nawet wysłałem notkę odpowiednio wcześniej.

– Ech… Same z tobą problemy… Przecież umawialiśmy się w poniedziałek, że pojedziemy dziś do Fukuoki!

– Do Fukuoki? Przecież to bardzo daleko! – na pewno nie obiecywałem wyjazdu na drugi koniec kraju w dniu, w którym wysłałem notkę o następnym skoku Kaitou Kida, który odbędzie się dzisiaj. Jeśli tak by było, zaplanowałbym ten dzień odpowiednio wcześniej. – Nie pomyliło ci się coś, Aoko? Musiało chodzić o jutro.

– Nie, to na pewno było dzisiaj. Mieliśmy się spotkać o 19.00 pod moim domem.

19.00. Godzina, którą podałem w notce. Ta dziewczyna musiała to wszystko zmyślić. Pewnie jeszcze do końca nie wyzbyła się podejrzeń odnośnie mojej osoby. Po tamtej randce powinna przestać sądzić, że jestem Kaitou Kidem, ale najwidoczniej nadal mi nie wierzy. I słusznie, przecież domyśla się prawdy. Tylko pogratulować jej spostrzegawczości. Ale biada mi, jeśli moja druga tożsamość zostanie odkryta. Coś się wymyśli. Pamiętaj o pokerowej twarzy.

– Okej… – chyba trochę za długo przeciągnąłem „e”, bo zaczęła się na mnie dziwnie patrzeć. – Widzimy się później! Na razie! – powiedziałem, po czym otworzyłem okno i przez nie wyskoczyłem.

– Kaito! Lekcje jeszcze się nie skończyły! – krzyknęła.

– Wymyśl coś, Aoko! Muszę coś załatwić! – odkrzyknąłem i pobiegłem przed siebie, zostawiając wkurzoną Aoko, patrzącą na mnie z okna sali lekcyjnej. Musiałem skontaktować się za staruszkiem i powiadomić go o nieprzewidzianym problemie.

Biegnąc po chodniku, prawie wpadłem na zamyślonego chłopaka. Najprawdopodobniej chodził do liceum i wyglądał trochę podobnie do mnie. Zatrzymałem się dokładnie kilka centymetrów od niego, a on nawet na mnie nie spojrzał i poszedł dalej. Wtem wpadłem na pewien pomysł i w te pędy przystąpiłem do jego realizacji.

– Hej! – zawołałem do niego. Odwrócił się i podniósł głowę. Rzeczywiście był do mnie podobny. Idealnie nadawał się do mojego planu. Uśmiechnąłem się pod nosem.

– Do mnie mówisz? – zapytał się wskazując na siebie. O kurcze! Nawet głos ma podobny! O co w tym chodzi? Pokiwałem głową.

– Słuchaj – zacząłem, podchodząc do niego. Jest taka sprawa… Mógłbyś mi pomóc?

– Zależy o co chodzi – odpowiedział. Zatrzymałem się kilka kroków przed nim z rękami w kieszeniach.

– Koleżanka mi wmawia, że obiecałem jej wycieczkę do Fukuoki dzisiaj o 19.00. Tyle, że ja o tej godzinie mam niecierpiącą zwłoki sprawę i po prostu nie mogę jej odwołać. Mógłbyś pójść za mnie?

Chłopak wyglądał na bardzo zdziwionego i podejrzliwego. Przez chwilę się zastanawiał, po czym uśmiechnął się i kiwnął głową.

– Okej. A można wiedzieć, co takiego ważnego masz do roboty?

– Obiecałem takiemu jednemu inspektorowi, że pomogę mu w przygotowaniu wszystkiego do złapania Kaitou Kida, więc nie mogę tak po prostu powiedzieć, że jednak nie mogę przyjść.

– A nie mógłbyś powiedzieć tej dziewczynie, że jesteś zajęty?

– I tak by mnie ni posłuchała… A tak w ogóle, to jestem Kuroba Kaito – przedstawiłem się, wyciągając przed siebie rękę.

– Kudo Shinichi – odparł, ściskając moją dłoń. – A jak nazywa się ta twoja koleżanka?

– Nakamori Aoko. Córka inspektora Nakamori Ginzo. Mieliśmy się spotkać dziś o 19.00 pod jej domem. Tu masz adres – poruszyłem palcami lewej ręki. W małym obłoczku różowego dymu pojawiła się karteczka z, wspomnianym wcześniej, adresem. Podałem ją mojemu tymczasowemu klonowi. – Nie musisz robić nic specjalnego. Raczej się nie kapnie, że nie jesteś mną, więc bez obaw – poklepałem go po ramieniu, po czym odszedłem, machając mu uniesioną w górę dłonią. Usłyszałem syk, więc odwróciłem głowę do tyłu. Kudo trzymał pieniądze, które przed chwilą „magicznie pojawiły się” na jego poklepanym przeze mnie ramieniu. Jak ja lubię takie sztuczki! Zaśmiałem się pod nosem. – Te pieniądze powinny pokryć wszystkie koszty. Jeśli zabraknie albo co to zadzwoń do mnie. Masz mój numer na kartce w kieszeni.

Chłopak wsadził rękę do kieszeni i wyciągnął z niej karteczkę, o której przed chwilą mówiłem. Patrzył się na nią z nieokreślonym wyrazem twarzy. Po chwili schował ją z powrotem wraz z pieniędzmi, powiedział „cześć” w moją stronę i poszedł, myśląc nad czymś.

Na pewno się nie wyda. Przecież to ten super licealny detektyw ze wschodu! Jest piekielnie mądry i chytry. Uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę salonu bilardowego „Pod błękitną papugą”.

~~<Kaito>~~

– A więc tak to wygląda, staruszku – powiedziałem, liżąc moje ulubione czekoladowe lody.

– Spotkałeś na ulicy swojego klona, młody mistrzu? – staruszek wyglądał na zdziwionego.

– Mhm. Ale mam farta, co nie? – chwila ciszy. – Ja ci mówię, staruszku, ta Aoko coś podejrzewa. Ten wyjazd jej i Kudo, i jednoczesny skok Kida, powinny raz na zawsze wybić jej to z głowy. Da mi w końcu święty spokój i przestanie zawracać mi głowę przed każdym występem.

– Ale, młody mistrzu, jesteś pewien, że wszystko będzie dobrze?

– Mówimy tu o wielkim detektywie ze wschodu! Co ma pójść nie tak?

– Właśnie o tym mówię, młody mistrzu. Czy twoja tożsamość nie zostanie przez niego odkryta?

– Spokojnie, spokojnie. Wszystko będzie okej i nic się nie wyda.

– Masz rację, młody mistrzu…

Jii dalej wycierał te swoje kieliszki, a ja właśnie zjadałem wafla, którego popijałem kawą. Spojrzałem na zegarek. Jeszcze godzina i dwadzieścia pięć minut do 19.00. Trzeba już zaczynać przygotowania.

– Pokaż, co tam masz na dzisiaj, staruszku.

 

~~<Shinich>~~

Zgodziłem się na prośbę Kuroby, bo przecież nie miałem żadnych planów na dzisiaj. Zgadzam się z nim, że wyglądamy podobnie. Nawet mamy podobne głosy. Tylko jedna rzecz nie daje mi spokoju. Ten chłopak najpewniej jest magikiem, czy kimś takim, więc co zrobię, gdy ta cała Nakamori poprosi mnie, żebym pokazał jej jakąś sztuczkę? Jeszcze nie wiem, ale gdyby tak się stało, będę musiał szybko coś wymyślić.

Za dwadzieścia pięć siódma. Upewniłem się, że mam wszystko, po czym ruszyłem pod wskazany mi adres. Dotarłem na miejsce po piętnastu minutach, więc nie mając nic do roboty, od razu zadzwoniłem do drzwi.

– Już idę! – odezwał się po chwili kobiecy głos. Gdzieś już go słyszałem… Drzwi się otworzyły.

– O! Kaito – dziewczyna wyglądała na zaskoczoną. Miała brązowe włosy sięgające do łopatek i niebieskie oczy. Wyglądała jak… Ran? Ale to nie może być ona. Więc to…

– Yo, Aoko! – powiedziałem, starając się brzmieć jak Kuroba. Chyba mi się to udało, bo dziewczyna nie wyglądała, jakby nabrała podejrzeń.

– Coś wcześnie jesteś, Kaito. Mieszkasz bardzo blisko, więc zawsze, gdy zapraszałam cię do siebie byłeś albo na styk, albo się spóźniałeś… – zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów, więc przez chwilę nie wiedziałem, gdzie podziać oczy. – Aleś się wystroił! Nie wiedziałam, że weźmiesz to na aż tak poważnie.

– T-tak sądzisz? – zapytałem, drapiąc się po głowie i uśmiechając krzywo. Nie mogłem powiedzieć, że się wystroiłem, jak to określiła. Ubrałem, jak zwykle, białą koszulę, spodnie garniturowe i marynarkę tego samego, niebieskiego koloru. Był to mój „strój wyjściowy”. Najwyraźniej Kuroba nie bierze na poważnie wyjść z Nakamori, oznacza to, że z nią nie chodzi. Gdyby było inaczej, raczej nie prosiłby mnie, bym zajął jego miejsce. Ze sposobu, w jaki Nakamori się do mnie odezwała i z tego, co powiedziała, mogę wywnioskować, że znają się od dawna. Najprawdopodobniej są przyjaciółmi z dzieciństwa.

– Co tak stoisz, jakbyś był tu pierwszy raz? Wchodź do środka! Nie jadłeś obiadu, co nie? Jesteś głodny?

– Nie, nie – zaprzeczyłem. – Zjadłem coś w domu. Dzięki za propozycję.

Wszedłem do środka, ściągnąłem buty i ruszyłem do kuchni, kierując się ledwie wyczuwalnym zapachem jedzenia. Zobaczyłem na stole pusty talerz i niedopitą herbatę. Nakamori szybko złapała talerz i włożyła go do zlewu.

– A może chcesz się czegoś napić?

– Nie, dzięki – odpowiedziałem i usiadłem przy stole. Dziewczyna podniosła kubek i jednym łykiem wypiła jego zawartość, po czym odłożyła go do zlewu i zaczęła zmywać naczynia. Patrzyłem się na nią w milczeniu. Po chwili skończyła i odwróciła się do mnie, z wypiekami na twarzy.

– Pójdę się przebrać, zaraz wrócę. Jak chcesz, to weź sobie coś z lodówki.

Pokiwałem głową i podążyłem wzrokiem za jej sylwetką, która po chwili zniknęła w korytarzu. Z chęcią rozejrzałbym się po domu, ale powstrzymałem swoją ciekawość i grzecznie czekałem aż Nakamori wróci.

Stało się to dokładnie po trzech minutach. Ubrała się w ładną, białą sukienkę i błękitne bolerko. Przed chwilą nałożyła jeszcze jasny kapelusz z dość szerokim rondem i stanęła przede mną, pytając się, jak wygląda.

– Bardzo ładnie – odpowiedziałem, uśmiechając się. Twarz Nakamori w jednej chwili pokryła się rumieńcem. Szybkim krokiem ruszyła do drzwi, chcąc ukryć zmieszanie. Poszedłem za nią.

– No to idziemy! Cel: stacja kolejowa! – powiedziała, trochę za głośno, gdy przekręciła klucz w drzwiach.

Uśmiechnąłem się. Oczywistym jest, że ona bardzo lubi Kurobę.

~~<Kaito>~~

Zostały jeszcze trzy minuty. Mój dzisiejszy cel znajdował się w willi biznesmena Hoaru. Był to, należący do jego żony, naszyjnik z dużym rubinem, noszący nazwę Rose. Ten gościu ma strasznie wielką tą willę! Normalnie dwa muzea by się w niej zmieściły!

Rose został umiejscowiony w szklanej gablocie, która z kolei znajdowała się w obszernym pomieszczeniu wypełnionym funkcjonariuszami policji. Postanowiłem zabrać rubin, pojawiając się w gablotce.

19.00. Sięgnąłem ręką do góry, odsuwając materiał, na którym leżał naszyjnik. Raz, dwa i Rose znalazł się w moim posiadaniu. Łatwo po-

Drrr, drrr, drrr. Drrr.

– Czyj to telefon?! – krzyknął inspektor Nakamori. Poznałem go po głosie. Na pewno teraz wśród jego podwładnych nastąpiło zamieszanie. No właśnie, ciekawe, czyj to- Zaraz, zaraz… dźwięk dochodzi z-

– Inspektorze! Dźwięk dochodzi z gablotki! – krzyknął nagle jakiś glina.

– Z gablotki?!

– To Kaitou Kid!!

Chciałem pozostać dziś niezauważony, ale ten plan diabli wzięli w momencie, gdy zadzwonił mój telefon. Że też jej nie wyciszyłem! Nie zostało mi więc nic innego, niż opuszczenie mojej kryjówki. Szybko wyskoczyłem z wnętrza gablotki i stanąłem obok niej. Policjanci już chcieli się na mnie rzucić, ale ja podniosłem rękę, a w drugą złapałem telefon, który po chwili odebrałem.

– Halo? – zapytałem.

– Kuroba? To ja, Kudo Shinichi  – usłyszałem tuż przy uchu.

– A! To ty! Coś się stało?

Policjanci patrzyli się na mnie w osłupieniu i nie wiedzieli, co mają robić. Nawet inspektor Nakamori wyglądał na zagubionego. Uśmiechnąłem się.

– Mówiłeś, że Nakamori nie będzie podejrzewać, że nie jestem tobą, co nie?

– Mhm.

– Wygląda na to, że się skapnęła…

– Co?! – krzyknąłem tak głośno, że aż wszyscy tu zebrani drgnęli.

– Przed tym powiedziała, że podejrzewała cię o to, że jesteś Kaitou Kidem, a potem chyba coś w moim zachowaniu sprawiło, że się dowiedziała, że nie jestem tobą. Kuroba… co teraz robisz?

– Właśnie szukamy Kida, bo przed chwilą zaczął zwiewać – powiedziałem bardzo poważnie. W tym właśnie momencie inspektor Nakamori postanowił się odezwać:

– Hej, Kid! Co ty robisz?! Łapcie go! – to ostatnie skierował trochę głośniej do swoich podwładnych.

– Słyszałeś? Musimy łapać Kida – powiedziałem, przeskakując nad zdziwionymi głowami. – Potem oddzwonię. Możliwe, że będę za jakieś pół godziny. Do tego czasu wymyśl coś, panie wielki detektywie ze wschodu!

Rozłączyłem się. Pobiegłem przed siebie i barkiem wybiłem okno, przy okazji detonując bombę dymną. Rozłożyłem swoją lotnię i wzleciałem w niebo. Podniosłem Rose w górę tak, żeby rubin złapał księżycowe światło.

– To też nie ten… – westchnąłem. – Trzeba go oddać.

Potoczyłem wzrokiem po chodniku. Inspektor Nakamori rozglądał się po okolicy, od czasu do czasu patrząc w niebo. Jeszcze mnie nie zauważył… Przyczepiłem naszyjnik do małego balonika i rzuciłem go w stronę inspektora. Po chwili wylądował na jego głowie. Ten szybko go złapał i spojrzał jeszcze raz na niebo. Kiedy w końcu mnie zobaczył, pomachałem mu i skierowałem się w stronę Fukuoki.

– A niech cię, Kid…!

~~<Shinichi>~~

Minęło dwadzieścia minut od kiedy Kuroba się rozłączył. Powiedział, że będzie za pół godziny, ale jak ma zamiar tak szybko się tu pojawić?

Nakamori nie odezwała się do mnie ani słowem, tylko od czasu do czasu patrzyła się na mnie z podejrzliwością. Byliśmy w pociągu, który kursował prosto do Fukuoki. Przed chwilą ruszyliśmy z trzeciej od końca stacji. Będziemy na miejscu za jakieś siedem minut. Mój telefon zadzwonił, więc powiedziałem Nakamori, że zaraz wrócę. Ruszyłem do kolejnego wagonu, po drodze odbierając komórkę. Nawet nie zdążyłem powiedzieć „Halo?”, bo od razu usłyszałem:

– Tu Kaito. Gdzie jesteście?

– Na stacji XXX.

– Co masz na sobie?

Odpowiedziałem na pytanie, po czym popatrzyłem przez okno.

– Okej. Na następnej stacji wyjdź ostatnimi drzwiami. To na razie! – rozłączył się.

Naprawdę jest już tak blisko? Ale jak to możliwe?

~Stacje XXY. Stacja XXY~ powiedział kobiecy głos, po czym pociąg stanął, a drzwi się otworzyły. Zgodnie z poleceniem wysiadłem z pociągu. Poczułem, jak ktoś poklepał mnie po ramieniu, więc się odwróciłem. Zobaczyłem Kurobę Kaito, uśmiechającego się tym swoim krzywym uśmiechem. Ubrany był w to, co ja.

– Jak ty… – nie dane mi było dokończyć, bo chłopak położył palec na ustach, po czym powiedział:

– Magik nie ujawnia swych sztuczek publice. No to na razie, mój klonie! Dzięki za dzisiaj!

I wszedł do pociągu, zostawiając mnie samego na peronie. Po chwili pociąg ruszył, a ja w oddalającym się oknie zobaczyłem uśmiechniętą twarz skrytą pod monoklem i białym kapeluszem. Chociaż mogła to być tylko moje wyobraźnia…

~~<Kaito>~~

Ach, ten Kudo! Zostawił Aoko w tak złym humorze! Co za facet tak robi?! …ja… Westchnąłem i zająłem miejsce obok przyjaciółki.

– Ej, Aoko! Co ci się stało? Twoja twarz jest jeszcze brzydsza niż zwykle!

Dziewczyna odwróciła się nagle w moją stronę i zapytała z wyrzutem:

– Gdzie byłeś, Kaito?!

– Tylko w innym wagonie…

– Nie o to mi chodzi! Przez ostatnie pół godziny zachowywałeś się strasznie dziwnie. Dopiero teraz jesteś sobą. To był ktoś inny, nie ty!

– Co ty mówisz, Aoko? Byłem tutaj ciągle z tobą.

– Właśnie, że nie!

– A właśnie, że tak.

– No to czemu się dziwnie zachowywałeś?

– No bo źle się czułem – odpowiedziałem, drapiąc się po twarzy. – A teraz już mi lepiej…

– Mogłeś powiedzieć wcześniej! Wtedy byśmy nie jechali! Bakaito!

– Nie no… Znowu Bakaito? Naprawdę? – zapytałem przybierając żałosną minę. Aoko odwróciła głowę do okna. Jej twarz była czerwona jak zawsze, gdy się ze mną kłóciła.

– Wracamy – powiedziała nagle nadal patrząc się na umykający krajobraz.

– Co? Jesteśmy prawie na miejscu! Czemu mamy wracać?

– Mówiłeś, że źle się czujesz, co nie? A więc wracamy.

– Ale mówiłem też, że już mi lepiej…

– Głupek! Wracamy i już!

– Myślałem, że chcesz pojechać do Fukuoki…?

– Zmieniłam zdanie. A jeśli tak bardzo chcesz gdzieś ze mną pójść, to chodźmy do wesołego miasteczka w naszym mieście.

– A… okej – zgodziłem się. Nie to, że chciałem z nią iść, ale wygląda na to, że ona chciała, więc nie było potrzeby by się z nią kłócić. Niech ma choć raz, co chce!

~~<THE END>~~

 

08.12.2015
Nanamin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *